sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdziła 3

Otworzył oczy i nagle....popatrzył na mnie jak na idiotkę wstał i czegoś szukał wzrokiem.
- Co ty odpierniczasz -wydarłam  się na niego.
-Głodny jestem-powiedział poczym wszedł do kuchni i zgarnął z lodówki kabanosa.W połowie drogi znów runął jak kłoda.Nie miałam siły znów go dźwigać więc zostawiłam go tak.Poszłam spać.
***
-Bennett otwieraj!-zawołał mnie Damon
-Wal sie!-zawołałam zakręcając wodę i wchodząc do wanny.
- Ale ja muszę!
-Musi to na rusi,a już i tak nie spojrzę w oczy sąsiadom
-Dlaczego znowu
-Bo  wszyscy sąsiedzi rano do mnie dzwonili i pytali czy wszystko w pożądku z tym debilem ,który w środku nocy śpiewał serenady i tańczył,a później wyznawała miłość.-wyszłam z wanny i ubrałam się po czym rozbiłam sobie lekki  makijaż.
Gdy wyszłam Damon stał i patrzył na mnie z nienawiścią w oczach.Podeszłam do niego i szepnęłam na ucho:
-Masz 3 sekundy zanim rozwalę ci łeb
-Hahah..
-1....2...
-Nara do jutra- powiedział i popędził do wyjścia.Przynajmniej mam spokój do końca dnia.Postanowiłam pojechać do galerii po zakupy,a swoją drogą miałam polecieć w jedno miejsce więc musiałam kupić kilka rzeczy.Do domu Caroline poszła piechotą,poinformowałam ją SMS że zabieram samochód i ma się nie martwic po prostu nie mam czasu.Nie miałam ochoty z nią rozmawiać więc nawet nie wchodziłam do środka się przywitać.Swoją drogą myślałam gdzie by tu polecieć na wakacje więc uznałam że odwiedzę moją przyjaciółkę w Nowym Yorku.Moja radość nie trwała długo bo przypomniałam sobie,że w te wakacje miałam pomagać babci w jej domku w górach.No trudno.W galerii spędziłam blisko 2 godziny.W domu nikogo nie było bo rodzice pojechali na 3 tygodniowe wakacje do Europy.Postanowiłam pojechać do babci.W końcu i tak miałam tam dzisiaj jechać.Nie jechałam długo jakieś 40 minut.Zaparkowałam samochód przed domem,wyszłam poczym zapukałam w drzwi.Babcia otworzyła mi z uśmiechem na ustach i zaprosiła do środka.Zaparzyłam nam herbaty i usiadłam obok niej w salonie.
-Kochanie muszę ci coś powiedzieć-zaczęła
- Coś się stało?
- Nie.Musisz mi pomóc w ważnym dla mnie zadaniu
-Oczywiście,że ci pomogę.
-Przeniesiesz się w czasie do 1994 roku i odszukasz dla moją księgę zaklęć.
-Jas...-przerwały jej odgłosy wierzdżającego samochodu na podjazd.Zaskoczona wyjrzała przez okno i zamarła.Na podjeździe stało zaparkowane czarne sportowe porshe.Takie same jak miał....Damon.
- Babciu ?-zapytała spoglądając na kobietę po 60.
-On ci w tym zadaniu pomoże.
-Babciu!-krzyknęła mimowolnie.
-Bonnie Bennett albo robisz to z nim albo zadania nie ma!-ona również krzyknęła.
-Dzień dobry Shailo-do domu wszedł Damon.
-Witaj Damonie-powiedziała uśmiechając się szeroko.
-Jeśli przeszkadzam to przyjdę później-zaproponował cofając się do drzwi.
-Nie ależ oczywiście ,że nie przeszkadzasz ,a wręcz przeciwnie musimy porozmawiać wszyscy we trójkę.
-Dobrze.-zgodził się i usiadł na wolnym miejscu obok okna przy którym stała Bonnie.
-Damonie chciałabym cię prosić byś przeniósł się do roku 1994 wraz z Bonnie ,która musi odszukać moją księgę zaklęć.Gdy ją odzyskam zamknę twoją matkę w równoległym świecie bez możliwości powrotu.
-Shailo prosisz mnie abym towarzyszył osobie która próbowała mnie zabić?
-Wiem jak to brzmi ale zrozum mnie.
-Spokojnie zgadzam się ale najpierw ona pomoże mi znaleźć Stefana.
-Ja go znajdę ,a wy po niego pójdziecie.
-Dobrze-odezwała się w końcu Bonnie,a mówiła jakby miała wielką gulę w  gardle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz